Przekraczając granice

Ostatnio czytam Wybór pism Simone Weil i jestem pod wielkim wrażeniem zarówno jej osoby, jak i jej tekstów. Osobą była niezwykłą – pochodzącą z żydowskiej rodziny ateistką; intelektualistką, dobrowolnie zatrudniającą się w fabryce; w wyniku niespodziewanego doznania obecności Boga, mistyczką zakochaną w Chrystusie, która jednak nie zdecydowała się przyjąć chrztu, wybierając miejsce, jak sama określała, poza Kościołem, by jednoczyć się z ateistami, którzy nie doświadczyli łaski poznania Chrystusa; a przy okazji kobietą walcząca w hiszpańskiej wojnie domowej w oddziałach anarchistów, która w trakcie II Wojny Światowej pragnęła zostać spadochroniarką we Francji. Kiedy to zostało jej odmówione, podjęła głodówkę chcąc uczestniczyć w cierpieniach żołnierzy na froncie i zmarła z wycieńczenia.

Ale w tych wszystkich przedziwnych kolejach losu, była tak głęboko wierna sobie i Bogu oraz służbie ludziom, że to aż zawstydza. Jak napisał Czesław Miłosz we wstępie do jej pism: „Była silną duszą w słabym ciele i wolno wyrazić przypuszczenie, że w niej (…) tkwiła jakaś śmieszność. Ale chyba wszystko co czyste i genialne jest zarażone śmiesznością i tylko kiedy rozróżnia się należycie za co jest płacona cena, przestaje być śmieszne.”

Czytanie jej pism i śledzenie jej losu – tak różnego od tego, co dla wielu ludzi w Kościele jest w ogóle akceptowalne, jest dla mnie fascynujące. Pokazuje jak bardzo ponad naszymi ludzkimi granicami działa Bóg, jej los ukazuje, że Bóg nie chce być zamknięty w naszych ramach, pojęciach, w naszych kategoriach i podziałach . W jej pismach widać tak całkowite oddanie i zawierzenie Chrystusowi, że nie sposób poddać w wątpliwość jej szalonej miłości do Niego. A jednak szła swoimi drogami, wbrew wszystkim i wszystkiemu. I choć jej los pokazuje jak bardzo dla Boga nie ma granic, to jednocześnie pokazuje jak bardzo ważna jest tożsamość i wierność sobie. To, co mnie tak współcześnie mierzi – rozmywanie granic, ujednolicanie wszystkich religii, ras, narodów w jednej bezkształtnej masie, w której nikt się nie wyróżnia, to jest całkowicie obce duchowi Simone Weil. Ona przekraczała wszelkie granice, jednocześnie tak bardzo podkreślając wartość i rolę różnych postaw i nigdy nie ukrywając najważniejszej prawdy – że to Chrystus jest centrum i dążeniem całego wszechświata i historii. Jej życie pozostaje świadectwem, że to nie rozmycie granic, ale stanięcie ponad nimi i dowartościowanie różnorodności jest tym do czego zaprasza nas sam Bóg. Docenienie różnorodności, to przekraczanie granic w gruncie rzeczy ma, według Weil, prowadzić do oczyszczenia i ugruntowania naszej własnej tożsamości:

„Religia jako źródło pociechy jest przeszkodą do prawdziwej wiary: w tym sensie ateizm jest oczyszczeniem. (…) Pośród ludzi, u których nadprzyrodzona część ich samych nie przebudziła się, ateiści mają słuszność, a wierzący się mylą.”

W Simone Weil odkrywam dwie cechy, które są mi szalenie bliskie (choć jestem bardzo daleka od jej niezwykłego zaangażowania) – to jest jej intelektualna uczciwość i jej pasja. Nie wyobrażam sobie życia bez pasji, bez oddania swego serca aż do końca temu celowi, który naszemu intelektowi jawi się jako Prawda. Tak rozumiana uczciwość intelektualna jest nierozerwalnie związana z pasją życia. Miałkość z jednej strony jest przeciwieństwem pasji, a z drugiej strony łatwość oddawania się różnorodnym prądom i ideom jest przeciwieństwem uczciwości intelektualnej.

Wśród jej myśli, dwie szczególnie do mnie ostatnio trafiły i mam poczucie, że jest to coś dla mnie szczególnie ważnego w tym okresie Wielkiego Postu, dlatego je tutaj zapiszę:

„Kiedy czujemy, aż do wnętrzności, potrzebę jakiejś wieści, która coś znaczy, kiedy krzyczymy o odpowiedź i nie jest nam ona dana, wtedy dotykamy milczenia Boga. (…)

Kiedy jesteśmy zbyt wyczerpani, kiedy nie mamy już odwagi (…), potrzeba nam prawdziwych słów. Krzyczymy, żeby je mieć. Krzyk rozdziera nam wnętrzności. Dostajemy tylko milczenie. Przeszedłszy przez to jedni zaczynają mówić do siebie jak obłąkani. Cokolwiek potem zrobią, trzeba mieć dla nich jedynie litość. Inni, nieliczni, całe swoje serce oddają milczeniu.”

„Kto opiera swoje życie na wierze w Boga, może stracić wiarę.

Ale kto opiera swoje życie na Bogu, nie straci życia nigdy.

Oprzeć swoje życie na tym, czego wcale nie można dotknąć. To śmierć. I tego właśnie trzeba.”

I tego właśnie mi także teraz potrzeba. Oddania się milczeniu, zanurzeniu się w pozornej nieobecności Boga, w tym, co jest tak naprawdę śmiercią mnie, by żyć Jego życiem.

 

2 uwagi do wpisu “Przekraczając granice

  1. Piękne, mądre, ponadczasowe myśli. Jak dobrze , że tacy ludzie pojawiają się na świecie. Zmuszają do oderwania się od schematow i zgrabnych ,wygodnych teorii.

    Polubienie

Odpowiedz na Joanna Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s