Milcząc

Chcąc, nie chcąc śledzę co się obecnie dzieje w przestrzeni publicznej i odczuwam ogromny smutek. Nie zamierzam dorzucać swojej cegiełki i wypowiadać się w tym temacie, gdyż mam poczucie, że nie tyle wszystko, co raczej zbyt wiele już zostało powiedziane i przemożna potrzeba wszystkich, aby wystosować jakieś odezwy do facebookowych krewnych i znajomych królika sprawia, że media społecznościowe stały się jednym gigantycznym Hyde Parkiem, w którym każdy staje na swoim własnym postumencie i przemawia w przestrzeń. 

Nie, jestem zbyt surowa. Wiele osób mówi bardzo wartościowe rzeczy, ale niestety często giną one w potoku innych mniej lub bardziej sensownych wypowiedzi.

A wiecie, że Gering powiedział, że kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą? Taki dokładnie jest mechanizm działania mediów społecznościowych. Wszelkie możliwe brednie powtarzane, udostępniane , komentowane bombardują nas z tysiąca stron i przez to nabierają znamion prawdy. 

Dlatego jedyne co w tej sytuacji mi przychodzi do głowy to zamilknąć. Ale nie milczeniem pogardy, czy niewiedzy, czy obojętności. Tylko poprzez włączenie się w milczenie Chrystusa stojącego przed tłumem na schodach pałacu Poncjusza Piłata. To milczenie Tego, który zaraz umrze z miłości za ten tłum. On już nie próbuje ich nawracać – robił to aktywnie przez trzy lata swego życia. Nie próbuje przekonywać – argumenty już do nich nie trafią. Ale On cały czas ich kocha. 

Tak bym też chciała. Umieć kochać także wtedy gdy poziom agresji tłumu wzbiera tak gwałtownie. Bynajmniej nie odnajduję w sobie takiej miłości, co nie zmienia faktu, że podstawą wszelkiego rozwoju jest stawianie sobie celów, które nas przekraczają. Więc wolę zamilknąć i spojrzeć na ludzi, którzy przeklinają teraz i dostrzec ich, w całości, w tym jacy są, jakie są ich pragnienia, dlaczego tak krzyczą i rzucają wulgaryzmy. I kiedy tak patrzę na nich (bardziej oczyma duszy niż rzeczywistymi, bo bynajmniej teraz nigdzie nie chodzę na jakiekolwiek marsze), to przypomina mi się fragment książki o wychowaniu Jespera Juula, w której pisał on o agresji jako o reakcji na przeżywany brak miłości. W jego ujęciu agresja była zawsze tylko reakcją na niespełnione pragnienie miłości. Myślę, że każdy z nas do pewnego stopnia doświadcza w swoim życiu braku miłości i każdy z nas ma w sobie to ziarno złości, które nie w porę zaopiekowane może nieraz wybuchnąć w formie agresywnej dla drugiego człowieka. Odkrywam to prawo także w sobie – ilekroć patrzę na rodzącą się we mnie złość, tylekroć dostrzegam, że jej źródłem jest zawsze głęboka potrzeba bycia dostrzeżoną i zaakceptowaną taką, jaką jestem. Czy ci wszyscy, którzy krzyczą teraz w przestrzeni publicznej wulgaryzmy, nie wyrażają tak naprawdę wewnętrznej pustki i potrzeby miłości? Refleksja jak bardzo brakuje miłości w naszych domach, rodzinach, w naszych grupach społecznych skoro poziom agresji narasta tak gwałtownie jest dla mnie bardzo smutna. Oczywiście nie da się tych ludzi ukochać ani przez facebooka ani przez ekran telewizora. Ale może warto mimo wszystko wsłuchać się w tę potrzebę, w ten opacznie wyrażany ból. I w swoim otoczeniu siać miłość tak jak możemy, z nadzieją, że im więcej będzie takich małych komórek miłości w naszym społeczeństwie tym bardziej ta miłość będzie rozlewała się na wszystkich. 

Czasem ze smutkiem myślę, że może już za późno. Ale potem przypominam sobie, że dla Tego, który ukochał całą ludzkość, nie było za późno aż do końca. I my idźmy za Nim. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s