Macierzyństwo: Refleksje o wolności. 4

Pot spływa mi po plecach strugami, chcę wytrzymać jeszcze kilka minut, ale w sumie jestem już chyba wystarczająco rozgrzana, biorę wdech i czuję jak wilgotne, gorące powietrze grzeje moje płuca. Paradoksalnie najtrudniejszy dla mnie jest sam moment wyjścia z sauny, tylko wtedy różnica temperatur uderza mnie tak mocno; idę szybciutko do okien tarasowych, zdejmuję kapcie, otwieram drzwi i na bosaka wybiegam w ręczniku na śnieg. Jest kilkunastostopniowy mróz, las oświetlony pełnią księżyca wygląda magicznie, a ja tarzam się w śniegu, żeby schłodzić ciało po saunie. Ach, uwielbiam to po prostu, krew pulsuje mi w ciele z mocą jaką rzadko mogę uświadczyć nawet po podwójnej kawie; nic innego nie działa na mnie tak ożywczo i pobudzająco. Ale to coś więcej niż tylko terapia chłodem, blask księżyca, pnie migoczące w tym onirycznym świetle, lśniąco biały śnieg obmywający moje spocone ciało mają w sobie coś magicznego, jest w tym jakaś pierwotna przyjemność, a wraz z krwią uderzającą mi do głowy, czuję przypływ woli życia, siły witalnej, która płynie gdzieś z głębi, wzywającej mnie do przekraczania granic, nie tylko wytrzymałości na chłód, ale przekraczania moich wielorakich ograniczeń, zwłaszcza tych, które niewolą mnie mentalnie. Zwłaszcza… Ograniczenia fizyczne, jakie by nie były, nigdy nie wydawały mi się tak przeraźliwe jak te, które zniewalają umysł, ale dochodzę pomału do wniosku, że to wcale nie jest tak uniwersalne odczucie, szczególnie wówczas gdy kontekstem staje się macierzyństwo. Niektóre kobiety przeraża macierzyństwo jako bycie uwiązanym, przeraża wizja braku wolności, niemożności samostanowienia czy samorealizacji, mnie zaś te ograniczenia wydają się całkowicie wtórne wobec okowów w jakie może popaść umysł nawet tego, który we wszelkim ludzkim rozumieniu ma całkowitą wolność decydowania o sobie. Dla mnie to wolność myślenia stanowi o wolności osoby, wolność wobec narzucanych mi wizji czy to macierzyństwa czy jakichkolwiek innych. A przecież największym źródłem zniewolenia nie są wcale bariery zewnętrzne, a lęk, który zniewala mnie przed pokonaniem tych barier. 

A macierzyństwo nieustannie wzywa mnie do przekraczania samej siebie, moich granic, do pokonywania moich lęków. I dlatego postrzegam je nie jako trud czy obciążenie, ale jako dar – bo jest ono źródłem mojego wyzwolenia. Pewnym zbiegiem okoliczności ostatnio kilka osób niezależnie od siebie, zadało mi pytanie, czy też wyraziło taką sugestię, kim bym była gdybym nie była matką – na pewno jakimś wybitnym naukowcem, skoro takie były moje niegdysiejsze ambicje. Ale dla mnie to pytanie jest jałowe, gdybym nie była matką, nie byłabym sobą, taką jaką jestem obecnie. Owszem, byłabym kimś innym – nie tylko w sensie mojego głównego życiowego zajęcia, ale przede wszystkim w sensie bycia inną osobą. Macierzyństwo wpłynęło zbyt zasadniczo na sam rdzeń mojej tożsamości, bym mogła teraz zabawiać się w gdybanie co by było gdybym nie była matką. Ale najważniejszą, najbardziej zasadniczą przemianą, jaka się we mnie dokonała było właśnie wewnętrzne wyzwolenie od lęków i ograniczeń mentalnych. Nie znaczy to bynajmniej, że się niczego nie boję, ale mam teraz świadomość, że lęk nie stanowi żadnej rzeczywistej bariery i jest tylko kwestią decyzji mojej woli to, czy pozostanę po tej stronie lęku czy też przekroczę siebie i wyjdę poza tę barierę w świat całkowitej wolności ducha. 

Bariery zewnętrzne będą istniały zawsze, bo niezależnie od tego, na jakim etapie cywilizacyjnym jesteśmy i ile mówimy o wolności jednostki, ograniczenia różnego rodzaju, od prawnych przez fizyczne są cechą konstytutywną naszej rzeczywistości. I tak, w tym sensie macierzyństwo jest czymś, co w wyjątkowy sposób ogranicza moją wolność działania tu i teraz wedle mojej aktualnej chęci. Choć większość tych ograniczeń najczęściej i tak bierze się z okowów, które jako matka sama sobie narzucam – czy to zasad, które egzekwuję od dzieci, a których sama potem muszę się trzymać, czy idealnej wizji siebie jako matki, czy lęków o dzieci, które mnie paraliżują. Jednak to, czy jestem sama w stanie wznieść się ponad te ograniczenia leży już w sferze moich wewnętrznych zmagań. Jeżeli jestem, to macierzyństwo, paradoksalnie, może być źródłem mojego wyzwolenia.

Jest ciemno, zmoczona śniegiem wycieram się do sucha i szybko ubieram w nocną koszulę. Idę jeszcze do kuchni czegoś się napić, po saunie zawsze jestem bardzo spragniona. Nie zapalam lamp, światło latarni, która stoi tuż przed furtką naszego domu jest tak silne, że światło oświetla cały hall i  kuchnię, a przez nią także salon. Stoję przed oknem i w ciszy piję wodę, wspominając moją niedawną rozmowę z synem. Widok ośnieżonego lasu, rozświetlonego tą jedyną latarnią jeszcze bardziej przypomina mi o Narnii niż w porze letniej. Odzywa się we mnie dziecko, o którym tak rzadko już pamiętam. Ale to ta sama ja, jakże inna i ta sama jednocześnie. Pragnienia, które były we mnie jako dziecku pozostają te same, otrzymują tylko inną symbolikę. Może nie myślę już tak o Narnii, jak te lata temu, ale pragnienie odkrycia innego świata będzie we mnie zawsze. To co się we mnie zmieniło, to zrozumienie, że to nie chodzi o to, by przekraczając granice rzeczywistości odnaleźć inny świat, ale by w rzeczywistości, która jest ten inny świat zobaczyć. 

Nie chodzi zatem o zmianę rzeczywistości, ale o to, bym przejrzała. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s