Macierzyństwo. Uwikłana

Jestem tak bardzo uwikłana w różne relacje - zarówno te dobre, jak i te trudne; zdeterminowana przez czasy, w których żyję - popandemiczne, wojenne, z szybującą inflacją; wbrew sobie wciągana w tyle bezsensownych sporów światopoglądowo-ideologicznych; miotająca się z własnymi ograniczenia i lękami o ciągle nowy dzień jutrzejszy.

spór o naturę ludzką

Wiatr rozwiewa różowawe płatki z migdałka.Podczas gdy ja tęsknię za ideałemogroduw cywilizowanej Europie mężczyźni są torturowanikobiety gwałconedzieci bombardowane w schronach.Tak było od prawiekui nie sposób dziś rozsądzić sporu między Rousseau a Hobbesemczy cywilizacja deprawujeczy jest niezbędna by okiełznać złą ludzką naturę.Ja tylko patrzęna tańczące w powietrzupłatki bladoróżowego migdałka.\

hermeneutyka wojny

Migotliwa tafla wprawia w niskie drgania echo alpejskich szczytów radosność spowijając refleksami srebra ponad światłem czysty błogi Bóg a w lustrze tej poezji swoją twarz widzi Dasein tylko tu bycie osiąga autentyczną egzystencję a tam w Azowstal ropiejące rany tych dla których bycie-ku-śmierci jest byciem po prostu co dnia w wilgotnych cuchnących korytarzach wśród ruin … Czytaj dalej hermeneutyka wojny

Macierzyństwo: i trud i cierpienie

Na stole stoi jeszcze talerz pełen resztek świątecznych ciast, śniadaniowa miseczka z niedojedzoną owsianką i kilka bombek zrzuconych przez kota z choinki. Dzieci wyszły poszaleć na śniegu, mój malutki miesięczny chłopczyk śpi, postękując po cichu, co niezawodnie świadczy o tym, że nareszcie zapadł w głęboki sen, a ja siedzę w tej ciszy przerywanej tylko cichym … Czytaj dalej Macierzyństwo: i trud i cierpienie

Macierzyństwo: kawa

Poranki i wieczory bywają najtrudniejszymi momentami dnia w dużej rodzinie (pewnie nie tylko w dużej…). Konieczność synchronizacji działań i jednoczesnego zadbania o siebie/dzieci/dom/zwierzaki sprawia, że czas zdaje się pędzić z prędkością światła, a zadań do wykonania wcale nie ubywa. Dla mnie szczególnie dwa dni w tygodniu są trudne, gdy mój mąż wychodzi na tyle wcześnie, … Czytaj dalej Macierzyństwo: kawa

Macierzyństwo: znów na nowo

Powoli zbliża się jesień, jeszcze niby nie, długie dnie wciąż spędzamy na dworze, ale poranki są już chłodne, barwa wieczornego światła nie ozłaca już drzew, a przekraczająca nasze możliwości przetworzenia ilość grzybów w ogrodzie i zaraz za płotem jest znakiem samym w sobie. Moje myśli coraz bardziej ciążą ku zimie, gdy narodzi się nasze szóste … Czytaj dalej Macierzyństwo: znów na nowo

Macierzyństwo: chwile.

Robi się coraz cieplej, czapki i szaliki odchodzą w kąt, coraz częściej zbieram się w sobie, by zrobić porządki z garderobą i wymienić ubrania zimowe na wiosenno-letnie, ale z roku na rok mam wrażenie, że okres mojego zbierania się trwa coraz dłużej i dłużej, moja rosnąca tendencja do prokrastynowania pewnych obowiązków trochę mnie załamuje, ale cóż, … Czytaj dalej Macierzyństwo: chwile.

Interludium: listy

Jak urodził się mój najstarszy syn postanowiłam, że co roku na urodziny będę do niego pisać listy, które wręczę mu na osiemnastkę, od tamtego czasu ilość listów, które rokrocznie piszę do moich kolejnych dzieci zwiększyła się w sumie do pięciu. Czas pisania listów - zazwyczaj niestety opóźniony w stosunku do urodzin, jest dla mnie szczególnym momentem … Czytaj dalej Interludium: listy

Macierzyństwo: razem. cz. 6

Gdy wracam z labiryntu alejek w wielkopowierzchniowym sklepie spożywczym, w których coraz częściej bezradnie się gubię, z ulic miasteczka, gdzie ze śniegu pozostało już co najwyżej oślizgłe błoto wzdłuż szarych krawężników, odczuwam coraz większą potrzebę ucieczki pomiędzy drzewa, które wciąż pozostają ostoją dla idealnie białego śniegu; nie dziwię się już, że sceneria lasu tak często … Czytaj dalej Macierzyństwo: razem. cz. 6