Macierzyństwo: chwile.

Robi się coraz cieplej, czapki i szaliki odchodzą w kąt, coraz częściej zbieram się w sobie, by zrobić porządki z garderobą i wymienić ubrania zimowe na wiosenno-letnie, ale z roku na rok mam wrażenie, że okres mojego zbierania się trwa coraz dłużej i dłużej, moja rosnąca tendencja do prokrastynowania pewnych obowiązków trochę mnie załamuje, ale cóż, … Czytaj dalej Macierzyństwo: chwile.

Interludium: listy

Jak urodził się mój najstarszy syn postanowiłam, że co roku na urodziny będę do niego pisać listy, które wręczę mu na osiemnastkę, od tamtego czasu ilość listów, które rokrocznie piszę do moich kolejnych dzieci zwiększyła się w sumie do pięciu. Czas pisania listów - zazwyczaj niestety opóźniony w stosunku do urodzin, jest dla mnie szczególnym momentem … Czytaj dalej Interludium: listy

Macierzyństwo: razem. cz. 6

Gdy wracam z labiryntu alejek w wielkopowierzchniowym sklepie spożywczym, w których coraz częściej bezradnie się gubię, z ulic miasteczka, gdzie ze śniegu pozostało już co najwyżej oślizgłe błoto wzdłuż szarych krawężników, odczuwam coraz większą potrzebę ucieczki pomiędzy drzewa, które wciąż pozostają ostoją dla idealnie białego śniegu; nie dziwię się już, że sceneria lasu tak często … Czytaj dalej Macierzyństwo: razem. cz. 6

Interludium. Autorefleksja

Słońce prześwieca między pniami sosen, jego coraz cieplejsza barwa mówi o zbliżającym się zmroku, my odpoczywamy po spacerze; byliśmy na polanie, słońce opromieniało ośnieżone drzewa, może już po raz ostatni tej zimy, gdy wyrysowałam kijkiem od nart biegowych wielkie serce i wypisałam w nim imiona dzieci; usiedli w środku, a ja właśnie chciałam zrobić im … Czytaj dalej Interludium. Autorefleksja

Macierzyństwo z jabłkiem: O mocy twórczej. 5

Słońce odbija się od śniegu rażąc mnie w oczy, gdy tak siedzę przy komputerze; wspominam inny taki zimny miesiąc luty, dokładnie dziewięć lat temu, nie mogłam długo wyjść z domu z noworodkiem przy podobnych mrozach, a gdy już wyszliśmy w końcu na wyczekiwany pierwszy spacer, to chodziliśmy z wózkiem po pobliskiej zamarzniętej rzeczce; teraz wydaje … Czytaj dalej Macierzyństwo z jabłkiem: O mocy twórczej. 5

Macierzyństwo: Refleksje o wolności. 4

Pot spływa mi po plecach strugami, chcę wytrzymać jeszcze kilka minut, ale w sumie jestem już chyba wystarczająco rozgrzana, biorę wdech i czuję jak wilgotne, gorące powietrze grzeje moje płuca. Paradoksalnie najtrudniejszy dla mnie jest sam moment wyjścia z sauny, tylko wtedy różnica temperatur uderza mnie tak mocno; idę szybciutko do okien tarasowych, zdejmuję kapcie, … Czytaj dalej Macierzyństwo: Refleksje o wolności. 4

Macierzyństwo. Interludium szpitalne.

Siedzę na leżance, wpatrując się w oświetlone okna skrzydła szpitalnego naprzeciwko mnie. Jestem znów w szpitalu; dokładnie rok temu moja córeczka walczyła o życie, a teraz choć sytuacja nie jest groźna, ja znów tu jestem, filozofując nad pamięcią ciała; w końcu moje ciało pamięta, przypomina mi w snach i w bólach krzyża, może jej pamięta … Czytaj dalej Macierzyństwo. Interludium szpitalne.

Macierzyństwo: Przeorana. 3

Za oknem styczniowa plucha, nic w tym momencie nie jest w stanie zmusić mnie do wyjścia na dwór, zapadam powoli w zimowy sen, z którego wybudzają mnie tylko kolory mego wewnętrznego świata oraz ciepła herbata z pomarańczą i goździkami. Rozkoszuję się nią, siadając na rogu kanapy koło mojej, wymarzonej przez lata, ogromnej biblioteki, pełnej książek, … Czytaj dalej Macierzyństwo: Przeorana. 3

Macierzyństwo. Interludium

Wszyscy śpią. Panuje cisza, jakiej za dnia rzadko mogę uświadczyć. Gaszę wszystkie światła i siadamy już tylko we dwoje na kanapie, zaraz przy wielkim oknie, za którym jest tylko las i nic więcej. Wbrew pozorom jest jasno - jedyni nasi sąsiedzi z prawej strony mają pełno lamp ogrodowych, które rozświetlają sosnowe pnie, nadając całemu widokowi … Czytaj dalej Macierzyństwo. Interludium

Macierzyństwo: Czas nielinearny. 2

Nadszedł grudzień ze swym ostrym, przenikającym przez warstwy puchowych kurtek mrozem. Palce kostnieją i po raz kolejny zgrzytam zębami, że muszę jeszcze jeden i jeszcze raz nakładać pięciopalczaste rękawiczki na trzydzieste już, a może czterdzieste skostniałe paluszki z rzędu. Bo dzieci oczywiście uwielbiają pięciopalczaste rękawiczki, tak jakby na złość moim, zsiniałym już od mrozu. Biorę … Czytaj dalej Macierzyństwo: Czas nielinearny. 2